I nie ma w nikim innym zbawienia... »

Humor

ZYCIE_PO_PORODZIE.jpg

Narzeczony przyprowadził swoją wybrankę do kościoła i pyta proboszcza, ile będzie kosztował ślub.
- Ile uzna pan za stosowne, mając na względzie wartość pozyskanego w ten sposób szczęścia - odpowiedział proboszcz.
Pan młody popatrzył na siebie, na narzeczoną i na księdza, sięgnął do portfela i dał księdzu 100 złotych. Ksiądz spojrzał uważnie na pannę młodą, poklepał pana młodego po ramieniu i wydał mu resztę.




Przychodzi złotówka, dwuzłotówka i pięciozłotówka do nieba. Św. Piotr wpuszcza złotówkę zadowolony. Przy dwuzłotówce się zastanawia, ale wpuszcza. Do pięciozłotówki mówi:
- Wpuściłbym cię, ale nigdy cię nie widziałem w kościele...




Podczas zajęć z filozofii na jednym z uniwersytetów profesor przedstawił następujący ciąg logicznego rozumowania:
- Czy ktokolwiek z was słyszał Boga?
Cisza.
- Czy ktokolwiek z was dotykał Boga?
Znowu cisza.
- Czy ktokolwiek z was widział Boga?
Gdy po raz trzeci nikt nie zabrał głosu, profesor przeszedł prosto do konkluzji:
- A więc Boga nie ma!
Pewien student po chwili namysłu poprosił o głos, aby ustosunkować się do tych rozważań. Zaciekawiony profesor oddał mu głos. Student wstał, odwrócił się twarzą do obecnych i zaczął pytać swoich kolegów:
- Czy ktokolwiek z was słyszał mózg profesora?
Cisza.
- Czy ktokolwiek z was dotykał mózgu naszego profesora?
Cisza jak makiem zasiał.
- Czy ktokolwiek z was widział mózg pana profesora?
Gdy nikt nie odpowiedział, student podsumował:
- A więc, według logiki naszego profesora wydaje się być prawdziwym stwierdzenie, ze pan profesor nie ma mózgu!




Dwóch Żydów zwiedza Watykan, podziwiają przepych i bogactwo.
Jeden mówi:
- Popatrz, a zaczynali od stajenki...



Dawno, dawno temu w Raju, Ewa zadaje Adamowi iście kobiece pytanie.
- Adamie, czy ty mnie kochasz?
- Ewciu, a kogóż by innego? - odpowiada Adam.



Dlaczego to kobiety najpierw poszły zobaczyć, że Jezus zmartwychwstał?
- Żeby wiadomości szybciej się rozeszły.




Adam do Pana Boga:
- Panie Boże, dlaczego stworzyłeś Ewę taką śliczną, taką piękną, taką uroczą?
Na to Pan:
- No, żebyś mógł ja pokochać, Adamie!
A dociekliwy Adam:
- Dobrze, ale czemu stworzyłeś ją taką głupią?
- Żeby i ona mogła ciebie pokochać!



Przychodzi baba do nieba. Zatrzymuje ją św. Piotr.
- Przepraszam, a Pani dokąd?
- Do nieba - pada wyraźna odpowiedź.
- Zaraz, zaraz. To nie takie proste. Wcześniej trzeba przejść mały test i uzbierać przynajmniej 4000 punktów.
- No dobrze - zgodziła się baba.
- Proszę opowiedzieć coś o swoim życiu.
- Codziennie się modliłam.
- No dobrze, pół punktu.
- Ile?
- Dobrze Pani słyszy! Pół punktu.
- Przynajmniej raz w tygodniu chodziłam do kościoła.
- Dobrze, jeden punkt.
- Pomagałam biednym.
- Dwa punkty.
Po godzinie baba zgromadziła 40 punktów.
- No cóż, przykro mi. - oświadcza św. Piotr - Nie zmieściła się Pani w wymaganym limicie.
- Jezu, ratuj!!! - woła zdesperowana kobieta.
- Brawo! Cztery tysiące punktów! Tędy proszę.



Wspólnota z Taizé, założona w latach czterdziestych przez brata Rogera Schulza, gości od wielu lat młodzież wszelkiej rasy i wszelkiego wyznania. Pewnego wieczoru do pogrążonego w modlitwie brata Rogera podszedł w wielkiej kaplicy wspólnoty jakiś chłopak.
- Ojcze - powiedział - jestem tu od tygodnia i pokochałem to nowe życie. Ale już wkrótce wrócę do domu i zastanawiam się, czy powinienem całkowicie wyrzec się świata.
- Nie martw się - uspokoił go z uśmiechem brat Roger. - Jeśli naprawdę będziesz żył w Chrystusie, świat wyrzeknie się ciebie.




Ksiądz, Pop i Rabin dyskutują o cudach. Pierwszy mówi ksiądz:
- Pewnego razu wracałem od chorego, aż tu nagle zaskoczyła mnie straszliwa burza. W drzewo obok trafił piorun, bardzo się przestraszyłem, że zaraz trafi we mnie, więc padłem na kolana i modlę się: Panie! Spraw cud i ocal mnie! I wtedy w promieniu kilkudziesięciu metrów ode mnie burza ustała, przestał padać deszcz i mogłem spokojnie dojść na plebanię.
Pop na to:
- Eee, to jeszcze nic! Ja kiedyś płynąłem statkiem, aż tu nagle zaskoczył nas na morzu straszliwy sztorm. Wszyscy byli pewni, że nie ujdziemy z życiem. Padłem na kolana i się modlę: Boże! Ocal nas, grzeszników! I wtedy w promieniu kilometra morze zrobiło się spokojne.
Rabin przerywa mu:
- To drobiazgi. Ja kiedyś szedłem w szabas ulicą, nagle patrzę - leży otwarta walizka wypełniona banknotami. Szabas - więc walizki podnieść nie można, bo to grzech ogromny. Padłem więc na kolana i się modlę: Jahwe! Uczyń cud i pozwól mi wziąć te pieniądze! I nagle w promieniu dziesięciu metrów zrobiła się środa...



Pewien niedowiarek mówi do duchownego:
- Chrześcijaństwo istnieje już dwa tysiące lat, a ja nie widzę, by ludzie przez ten czas choć trochę zmienili się na lepsze.
Ksiądz na to:
- Woda istnieje od miliardów lat, a niech pan się przyjrzy swojej szyi!




Pan Bóg stworzył Adama. Adam cieszył się światem, jaki stworzył dla niego Bóg. Jednakże po pewnym czasie stwierdził, że bardzo się nudzi. Poskarżył się więc Panu Bogu. Bóg na to:
- Adamie. Mogę stworzyć ci istotę, która będzie inteligentna, piękna, będzie spełniała twoje życzenia, dogadzała ci i będzie ci posłuszna, ale to kosztować cię będzie rękę i nogę.
Adam myśli i myśli i w końcu mówi:
- A co dostanę za żebro?





W pierwszy dzień długiego majowego weekendu pewien duchowny czeka w kolejce na stacji benzynowej, by kupić benzynę przed długą podróżą. W końcu, po długim oczekiwaniu, udaje mu się zatankować. W momencie, gdy przekazywał należność za paliwo pracownik stacji mówi:
- Wygląda na to, że wszyscy zawsze zwlekają do ostatniej chwili, choć udają się w długą podróż.
- Wiem coś o tym - odpowiada duchowny - tak samo jest w mojej branży.



Pewnej niedzieli duchowny wychodzi za kazalnicę i oznajmia wszystkim zgromadzonym:
- Mam dla was dwie wiadomości - dobrą i złą. Dobra to taka, iż mamy wystarczająco pieniędzy by postawić nowy obiekt sakralny, a zła jest taka, że te pieniądze są ciągle w waszych kieszeniach.




Przybywszy na Dziki Zachód pastor kupuje sobie konia.
- Czy to łagodne zwierzę? - pyta.
Hodowca cmoka językiem:
- Można powiedzieć: pobożne! Na "Bogu niech będą dzięki" rusza galopem, a na "Amen" staje jak wryty.
Duchowny wskakuje na siodło, mówiąc:
- Bogu niech będą dzięki!
Koń rusza z kopyta przez prerię. Po pół godzinie jeździec dostrzega przed sobą szeroką rozpadlinę ziemną. Koń ani myśli zwolnić, a pastor zupełnie zapomniał, w jaki sposób można go zatrzymać. Ze ściśniętym ze strachu sercem zaczyna odmawiać "Ojcze nasz". Na końcowe "Amen" koń zatrzymuje się na skraju przepaści.
"Bogu niech będą dzięki" - wzdycha pastor.



Content Management Powered by CuteNews

Osobiste "Ojcze nasz"

Czy możemy powiedzieć:
Ojcze - Skoro nie jesteśmy na nowo narodzeni przez Jezusa Chrystusa i nie otrzymaliśmy nowego życia?

Czy możemy powiedzieć:
Nasz - Skoro nie przyjmujemy innych do tej społeczności z Bogiem?

Czy możemy powiedzieć:
Jesteś w Niebie...

więcej... »

Polecamy:

Ruch charyzmatyczny na świecie

Joanna Betlejewska

Wszystkiego tego, co stało się udziałem Szkoły Biblijnej w Topeka zaczęły doświadczać także inne wspólnoty chrześcijańskie. Ruch charyzmatyczny przedostał się do Teksasu, a stamtąd, w 1906 roku, do Los Angeles, gdzie na jego czele stanął czarnoskóry kaznodzieja William J. Seymour. Dla wielu znawców problematyki początków charyzmatycznej odnowy ta właśnie data jest decydująca. Dopiero od tego bowiem momentu ruch zielonoświątkowy zaczął rozprzestrzeniać się w Stanach Zjednoczonych, a także przenikać do Europy, aby później znaleźć swoje miejsce także w Ameryce Łacińskiej i Afryce.

więcej... »

Odrobina historii

Miało to miejsce w Stanach Zjednoczonych w roku 1900. Młody duchowny, metodysta, Charles F. Parham, postanowił coś zrobić ze swoim duchowym życiem. Czytał Dzieje Apostolskie, Listy Pawła i porównywał słabość własnej służby z opisaną tam mocą. Gdzie byli nowo nawróceni? Gdzie cuda? Uzdrowienia? Musiał przyznać, że chrześcijanie pierwszego wieku znali tajemnicę, którą jego kościół utracił. We wrześniu 1900 roku Parham postanowił odkryć tę tajemnicę. Doszedł do wniosku, że wymagać to będzie gruntownych studiów biblijnych, głębszych, niż te, na jakie sam mógłby się zdobyć. Zdecydował zatem utworzyć szkołę biblijną, w której będzie zarazem i dyrektorem, i studentem. Nie pobierał opłat. Na pokrycie wydatków każdy student dawał to, co mógł.

więcej... »

Kim jesteśmy...

Nazwa Kościół Zielonoświątkowy pochodzi od Dnia Zielonych Świąt, podczas którego nastąpiło obiecane przez Jezusa zesłanie Ducha Świętego: "A gdy nadszedł dzień Zielonych Świąt, byli wszyscy razem na jednym miejscu. I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał" (Dz. Ap 2: 1-4). Zielonoświątkowcy dużą wagę przywiązują do przeżywania pełni Ducha Świętego. Znakiem charakterystycznym jest dar modlitwy innymi językami, który zazwyczaj towarzyszy przeżyciu napełnienia Duchem Świętym.

więcej... »

© 2004 Zbór Kościoła Zielonoświątkowego w Ostrołęce